Porady naszych Ekspertów

 

netkobiety pytają:

image description

Poroniłam. Jak żyć po poronieniu ?

Mam 33 lata. Od dłuższego czasu staraliśmy się z mężem o dziecko. I oto kiedy zaszłam w upragnioną ciąże, w 3 miesiącu ciąży poroniłam. Nie sądziłam, że kiedyś coś takiego mi się przytrafi. Mąż jakoś się pozbierał, a ja mimo, że upłynęły już 4 miesiące nie potrafię. Czuję się strasznie, jestem drażliwa, mam rozchwiane emocje. A najgorsze ze wszystkiego to boję się kolejny raz zajść w ciążę. Po prostu nie dam rady, gdybym znowu straciła kolejne dziecko. O to mąż ma żal, bo prawie ze sobą nie śpimy, wróciłam też do tabletek. Jak dojść z sobą do ładu ? Jak w tym stresie znów spróbować zajść w ciążę ?

Ola, 33 lata
Agnieszka Szafrańska-Romanów
image description

Ekspert:

Liczba porad: 2

Ogolna ocena porad:

image description

Strata nienarodzonego dziecka to bardzo bolesne doświadczenie.

Ocena artykułu:

Ocena: 0.0/5 (0 oceniających)

Witam Pani Olu i bardzo Pani współczuję tego, co się wydarzyło. Strata nienarodzonego dziecka to bardzo bolesne doświadczenie w życiu kobiety. Uczucia które towarzyszą tej sytuacji, takie jak: smutek, żal, bezsilność, lęk, złość są zupełnie zrozumiałe i związane z żałobą po stracie bliskiej osoby. Dobrze jest dać sobie prawo do przeżycia trudnych emocji, nie blokować ich. Pisze Pani, że od poronienia minęły 4 miesiące, a Pani wciąż czuje rozchwianie emocjonalne, drażliwość. Pani Olu, ten okres był niezwykle trudny i powinna Pani dać sobie czas na przeżycie żałoby. Emocje zaczną się powoli wygaszać, z każdym kolejnym miesiącem będzie coraz łatwiej pogodzić się ze stratą i zaakceptować tę trudną sytuację.

Zrozumiały jest również Pani Olu lęk przed następną ciążą i tym, że ta traumatyczna sytuacja może się powtórzyć. Myślę, że lęk również z czasem zacznie słabnąć, a pomóc w tej sytuacji może spotkanie z rozsądnym lekarzem ginekologiem, do którego ma Pani zaufanie. Z pewnością wyjaśni, że straty ciąż na wczesnym etapie są niestety bardzo częstym zjawiskiem i nie są złym prognostykiem na przyszłość. Natomiast z pewnością staranie się o dziecko w takim napięciu emocjonalnym jaki Pani towarzyszy nie jest najlepszym pomysłem, bo silny stres ma negatywny wpływ zarówno na poczęcie jak i na przebieg ciąży.

Pani Olu, bardzo ważne w tym trudnym czasie jest, abyście wraz z mężem byli dla siebie wsparciem. Wygląda na to, że mąż poradził sobie z tą sytuacją i oczekuje, że Pani również będzie na etapie pogodzenia się z nią. Z oczywistych powodów mężczyznom jest łatwiej poradzić sobie z bólem po stracie nienarodzonego dziecka i szybciej jak Pani pisze „zbierają się” po takim przeżyciu. Pani cierpienie odnosi się zarówno do sfery emocjonalnej jak i somatycznej, dlatego też emocjonalne przeżywanie utraty ciąży jest silniejsze i dłuższe. Proszę spokojnie porozmawiać z mężem o tym, że ma Pani prawo do swoich uczuć, zwłaszcza lęku i potrzebuje Pani jeszcze czasu na dojście do siebie. Z pewnością mąż to zrozumie. Może warto pomyśleć o wspólnym wyjeździe, podczas którego z dala od codziennego zgiełku znajdziecie przestrzeń na szczerą rozmowę. Natomiast jeżeli znaleźliście się na takim etapie, że trudno jest się wam porozumieć, zachęcam do skorzystania z pomocy psychoterapeuty specjalizującego się w terapii par w kryzysie.

Będzie to dobra okazja do porozmawiania o wzajemnych emocjach, łączącej was relacji, potrzebach.Pani Olu, wierzę, że wkrótce odzyska Pani równowagę psychiczną, zacznie Pani z optymizmem patrzeć w przyszłość, a kiedy przyjdzie na to czas cieszyć się Pani będzie upragnionym dzieckiem.

Nasze komentarze

veronka ~ 2012-10-30 22:13:24

Bardzo współczuję. Problem poronienia miałam we własnej rodzinie. Moja kuzynka poroniła 3 razy. Ciężko jej było się pozbierać. Dopiero gdy w końcu się udało i urodziła zdrowego chłopczyka żal minął. Nic innego prócz macierzyństwa jej nie uleczyło, temat był wałkowany był niemal non stop. Ale teraz odżyła i zajęła się dzidziusiem.

Cherry ~ 2012-11-02 20:53:30

Poronienie, zwłaszcza kiedy oboje partnerów bardzo pragną i długo czekają, aby zostać rodzicami, jest niewątpliwie bardzo ciężkim przeżyciem. Warto jednak zdać sobie sprawę, że czasem to sama natura eliminuje wadliwe płody, aby następnym razem kobieta miała szansę urodzić zdrowego dzidziusia.

Ania ~ 2013-11-10 16:48:40

Poroniłam dwa razy, pierwsze maleństwo odeszło w 8 tygodniu, po 1,5 roku urodziłam śliczną zdrową córeczkę, a w czerwcu tego roku poroniłam w 15 tygodniu. Z tą stratą jest mi się ciężko pogodzić. Podjęłam decyzję że już na kolejne dziecko się nie zdecyduję, bardzo się boję, mąż chce i dlatego ciągle się kłucimy, on nie rozumie. Ciężko jest mi stasznie:-(

jaga ~ 2013-11-10 23:08:50

witam ja poronilam w 5 miesiacu mojego synka widzialam serce bilo 1 godzinke mija wlasnie miesiac a ja jestem zalamana

Julia ~ 2014-05-05 07:14:21

Współczuje wszystkim, którzy doznali takiej straty. Jednocześnie cieszę się, że co takiego nigdy nie dotyczyło mnie osobiście. Nie wiem czy udźwignęłabym taki ciężar. Na pewno wielu osobom bardzo trudno będzie przez takie wydarzenie bez pomocy kogoś z zewnątrz. Myślę, że każda kobieta, po takiej stracie powinna pomyśle o terapii (np. tutaj: http://www.psycholog-opole-maslankowska.pl/), nawet gdyby to miało być tylko wygadanie się w początkowej fazie, to naprawdę warto poświęcić czas, by nie rozwinąć cierpienia jeszcze bardziej.

joanna ~ 2014-12-16 10:08:43

Ja straciłam mojego aniołka w 11 tyg ciąży. Ciąża obumarła i zatrzymała się na 8 tyg, bardzo mi ciężko się z tym pogodzić. Mam już dwóch synów. 3 i 5 lat. Trzecia ciąża była także moim wielkim marzeniem ale niestety nie udało się. synowie to mój lek na ból bardzo mi pomagają. :* choć pustka i żal już zawsze pozostaną po utraconym trzecim szczęściu...:* aniołku :*

gabi ~ 2015-01-29 22:08:21

ja straciłam maleństwo w 15tc, okazało się zę dzidziuś już tydzień był martwy. Było mi cieżko, bardzo ciężko... w 2013 roku urodziłam córeczkę( całą ciążę byłam na lekach podtrzymujących, 2 wizyty w szpitalu na pompach), teraz do mnie to Wraca, mój Nienarodzony Aniołe.. Płaczę po kątach i się Modlę do Niego.. Miałąbym już 2 dzieci, to jest ogromne przeżycie.. Straszne. Na prawdę, uwierzy w to ktoś, kto to przeżył :(

Aga ~ 2015-02-07 23:26:28

Nigdy w życiu nie przypuszczałabym że kiedyś będę udzielała się na takim forum ale i mnie też ta tragedia dotknęła:( niestety boli strasznie tym bardziej że starania trwają już 3,5 roku. Na początku wiele badań na własną rękę inseminacje dwie, drożność jajowodów, histeroskopia, laparoskopia która skończyła się laparotomią i brzydką dużą blizną bo było podejrzenie nowotworu w jajników ale całe szczęście zmiana łagodna, potem dwa miesiące odpoczynku. Dwie próby pełne invitro nieudane brak zarodków, w grudniu 2014 powiedziałam sobie dość nie podchodzę trzeci raz nie dam rady psychicznie ciężko. Grudzień jest zawsze mega pracowity wiec skupiłam sie na tym co daje mi satysfakcję i zapomniałam o leczeniu idstawilam wszystkie witaminy i zaczęłam myślec o adopcji. Aż przyszedł nowy rok 1,2,3,4,5,6,7 a miesiączki brak intuicja mi podpowiadala ze CIĄŻA i to naturalna szok test zrobiłam o 5 rano i DWIEGRUBE KRECHY po sekundzie, bhcg 1735 radość niedowieżanie. Tydzien pozniej usg jest maluśki pęcherzyk za 3 tyg. Usg drugie bo leciutkiego plamienia dostałam i szok lekarz powiedział nie prawidłowy wygląd i bardzo słabo i nieregularne bicie serduszka i tego dnia już wieczorem przestały mnie bolec już wiedziałam ze to koniec ale nadzieja umiera ostatnia ludzilam się na próżno trzy dni pozniej obraz ten sam już bez pulsujacego punkcika:((((( obecnie czekam na naturalne poronienie idstawilam witaminy duphaston i czekam boje się tego co mnie czeka. Mam nadzieję, że nie będę musiała iść do szpitala i że wszystko samo się oczyści. Ten cud został nam dany a pozniej zabrany i to tak drastycznie! Niesprawiedliwe dlaczego my i co się stało, nie sadzę że uzyskam odpowiedz, ale trzeba żyć dalej.

asia ~ 2015-06-24 14:08:06

O ciążę z narzeczonym staraliśmy się 7 lat, były badania ,rozpacz że co ze mnie za kobieta że nawet w ciążę nie umie zajść , naciski rodziny, znajomych " no zróbcie sobie w końcu dzidziusia" Ja psychicznie nie radziłam sobie z tym. W końcu jak już nauczyłam się żyć z myślą, że nie będę miała dzieci ,zdarzył się cud 17 kwiecień 2015 test ciążowy dwie grube kreski wymarzona ciąża. Byliśmy tacy szczęśliwi , nic juz więcej mnie nie obchodziło tylko ja i moja dzidzia.22 kwietnia usg ciąża potwierdzona , rozwijała się dobrze dostawałam witaminy i luteinę. Od początku ciąży błam na l4, więc miałam czas na odpoczynek i cieszeniem się ciążą. 9 maja kolejna wizyta 8 tydzień ciąży ,dostałam lekkich jasnobrązowych plamień, wystraszona pobiegłam na wizytę, usg nie wykazało nic niepokojącego , z dzidzia było ok , widziałam moją kruszynkę i słyszałam pierwsze bicie serduszka , ze szczęścia płakałam a zarazem bałam się , lekarz zwiększył mi tylko dawkę luteiny i kazał leżeć, kolejna wizyta 23 maj, 10 tydzień ciąży, niestety zła wiadomość , dzidzia nie żyje. ROZPACZ , BÓL, KRZYK. Trauma niesamowita. 25 maja w poniedziałek trafiłam do szpitala, 3 lekarzy potwierdziło że płód obumarł. Płakałam jeszcze bardziej , jaki płód , to moja dzidzia , krzyczałam. Zaczęły się badania, we wtorek dostałam trzy tabletki na poronienie , które do niczego nie doprowadziły, Płakałam , krzyczałam , miałam dosyć wszystkiego. W środę niestety musieli lekarze wykonać zabieg, ponieważ sama po końskich dawkach leków nie poroniłam. Idąc na salę zabiegową z płaczem w myślach prosiłam abym się nie wybudziła z narkozy.Nie do opisania jak się czułam i co myślałam. W czwartek , dzień po zabiegu dostałam bardzo silnych bóli , skurczów , ból niesamowity, lekarze na obchodzie stwierdzili że jest coś nie tak i wzięli mnie na usg , myślałam że zacznę po suficie biegać z bólu. Okazało sie że mam zalegania w macicy i szyjce i ostry stan zapalny. MASAKRA, myślałam że umrę w bólu, smutku i cierpieniu. Dostawałam dożylnie silny antybiotyk , leki przeciw bólowe i zastrzyki domięśniowe. W piątek, kolejne usg i kolejne tabletki na poronienie , zalegających resztek. Myślałam tylko jak długo wytrzymam. Oczywiście tabletki nic nie pomogły , nawet skurczy nie miałam . Byłam wściekła na lekarzy, nie dość że straciłam dziecko , to jeszcze takie akcje w szpitalu. Myślałam że zwariuję. W sobotę rano przyszedł bardziej kompetentny lekarz , zrobił mi usg i sam był wkur... jak zobaczył co się stało z moją szyjką macicy. Wszystko mi wytłumaczył , musiałam się zgodzić na kolejny zbieg. Szłam na ten drugi zabieg , bezsilna, bezradna i obojętna , co się ze mną stanie. Po zabiegu okazało sie że miałam jeszcze zwapnienia ciążowe i bardzo dużo skrzepów, pierwszy zabieg lekarz po prostu spartolił. 1czerwca wyszłam do domu , czułam i czuje do tej pory że wraz z moim dzieckiem umarła duża część mnie. Zrobiliśmy testy genetyczne okazało sie że straciliśmy córeczkę Maję . Ja do tej pory nie mam chęci do życia, ciągle płaczę i tęsknie za moja dzidzią . Nie wiem czy będę w stanie zajść w drugą ciążę.

magda ~ 2015-11-09 20:26:43

Ja właśnie 4 godziny temu miałam wywołane poronienie. Nigdy nie myślałam że mnie to trafi. Mam już dzieci ale to nie zmienia faktu że nie mogę się pozbierać. Widziałam moje maleństwo musiałam jeszcze zanieść je położnym.Tak bardzo chchciałam tego dziecka staralismy sie jakis czas z pomoca lekow oczywiscie a teraz nie wiem czy jeszcze się starać bo boje się powtórki.

magda ~ 2015-11-09 20:26:43

Ja właśnie 4 godziny temu miałam wywołane poronienie. Nigdy nie myślałam że mnie to trafi. Mam już dzieci ale to nie zmienia faktu że nie mogę się pozbierać. Widziałam moje maleństwo musiałam jeszcze zanieść je położnym.Tak bardzo chchciałam tego dziecka staralismy sie jakis czas z pomoca lekow oczywiscie a teraz nie wiem czy jeszcze się starać bo boje się powtórki.

Słaba ale wytrwała ~ 2015-11-17 20:14:23

Witam Was Podzielę się z Wami przeżyciami Walczyłam o dzieci w sumie paręnaście lat Trzy pierwsze aniołki to była trauma którą starałam się wyprzeć z pamięci Zapomnieć urodziłam też w końcu zdrowe dziecko To cud który ciągle cieszy i daje radość i nadzieję Miałam siły dalej walczyć o drugie Znów straciłam ale ktoś mi pomógł prez to przejść inaczej czyli zrobić Pochówek pozwolić sobie na żałobę Potem po drodze wywalczyłam od życia drugiego skarba Potem znów strata Pogrzeb żałoba. .. Serce boli i krwawi miesiącami Na szczęście dzieci w domu cieszą Może kiedyś spotkam moje aniolki w niebie Wczoraj poronilam przez poród moje dziecko w 18 tyg. Miałam chwilę w rękach, przytulilam Pożegnalam się Pocalowalam Bardzo mi go brakuje przy mnie. Bardzo płaczę i cierpię ale nie miałam na to wpływu. .. Wiem ze jak wrócę do domu jutro to poprzytulam moje skarby żywe i będzie mi łatwiej A płacz będę skrywać jeszcze długo Nie poddawajcie się

wera ~ 2016-11-01 12:13:45

Mam 31 lat, męża, dwoje dzieci i niczym nie umiałam się cieszyć...Niczym nie potrafiłam się odprężyć, wyluzować...wszystko robiłam z trudem...wymuszałam na sobie każde działanie. Nie płakałam od ładnych paru lat..każdy smutek przeradzał się w złość...wszystko mnie irytowało. Objadałam się do bólu i nienawidziłam siebie za tą słabość...nie czułam się atrakcyjna, warta czegokolwiek...z pomocą przyszła mi magia….chodzi tu o oczyszczenie aury które zamówiłam na http://energiaduchowa.co.pl/?p=21 , dzięki temu moje życie zaczęło się zmieniać. Znowu potrafię poczuć się świetnie i zaczęłam akceptować samą siebie. Przestałam się objadać i schudłam już 7 kg. Czuję że idę z każdym dniem do przodu.

małgosia123 ~ 2016-11-29 02:00:45

Witam Was! Nie wiem w jakim jesteście wieku, ale nawet jeśli jesteście to jestem od Was dużo starsza. Jestem po czterdziestce. Tyle lat czekałam na człowieka który mi się oświadczy i z którym będę mogła starać się wreszcie o dziecko. Wydałam dużo pieniędzy na wizyty u bioengoterapeutki, bo nie mogłam zajść, przeżyłam mnóstwo upokorzeń. Macie prawo pomyśleć, że dla osoby w moim wieku ważniejsza była kariera, jednak żadnej kariery nie robiłam.Szukałam męża, miałam powodzenie ale to były ciągle pomyłki, nikt mi się wcześniej nie oświadczył a wręcz upokarzał,

małgosia123 ~ 2016-11-29 02:13:29

Udało mi się zajść w ciążę, niestety noszę w sobie od 4 tygodni martwe dziecko, czekam na przyjęcie mnie do szpitala w celu poronienia. Do pracy już nie mam po co wracać, ponieważ jest to możliwe, że poronienie spowodował mój zatruty organizm(pracuję ciężko fizycznie wdychając dla zdrowia szkodliwe opary, po których mam poważne problemy żołądkowe)Ale to wykażą badania. Po studiach żadnej lepszej pracy nie mogłam znaleźć. Byłam albo za stara, albo bez doświadczenia na które nikt mi nie chciał dać szansy, albo za dobrze albo za mało wykształcona. Także jeśli jesteście młodsi to głowa do góry dziewczyny, zaś jeśli co niektóre starsze to bardzo Wam współczuję bo czujecie się na pewno jeszcze gorzej niż ja.

małgosia123 ~ 2016-11-29 02:25:07

Jedynym wsparciem po wielu bawi-damkach, lekko-duchach i bezczelnych cwaniakach i oszustach jest mój kochany obecny mężczyzna, który jest dla mnie jedynym wsparciem i pocieszeniem w moim życiu. Szkoda tylko że tak późno się poznaliśmy.

kiska ~ 2017-03-12 01:51:38

dziewczyny

hania ~ 2017-05-14 03:40:51

ja poronilam 6 razy mam wspanialego meza ktoryy jest dla mnie ogromnym wpsarciem.Cały czas rozmawiamy na ten temat ,cały czas powtarza mi ze mnie kocha i i ze zawsze moge na niego liczyc.BEz niego nie dalabym rady. razem to wszystko przezywamy .Najwazniejsza jest rozmowa i wsparcie,kiedy mam ochote to placze nie wolno tegodusic w sobie . CAły czas jestem dobrej mysli ze wkoncu sie nam uda.

anonim ~ 2018-09-09 22:09:04

tez poroniłam, prawdopodobnie tarczyca...moje pierwsze wyczekane dziecko niedawno ze mnie wyjeli. bo miałam poronienie zatrzymane i tabletki też niewiele dały, wszyscy już myślą że jest ok, pozbierała się...noszę maskę dla świata, nawet dla partnera, żeby się nie martwił i chciał mnie dotknąć, żebym mogła z powrotem ściągnąć Je na Ziemię

Dodaj swój komentarz

19 komentarzy